Przejdź do treści
Koszyk 0
Powrót do Akademia Omegowej Rewolucji

Odcinek 7 | Zanim zaczniemy „spalać tłuszcz” — czym właściwie jest tkanka tłuszczowa?

Aug 20, 2026 Lukasz Daremiak

Zanim zaczniemy „spalać tłuszcz” — czym właściwie jest tkanka tłuszczowa?

Kiedy mówimy o odchudzaniu, bardzo często używamy jednego prostego określenia:

„Chcę spalić tłuszcz.”

Brzmi logicznie.

Patrzymy na brzuch, biodra albo uda i widzimy coś, czego chcielibyśmy mieć mniej.

Tłuszcz staje się przeciwnikiem.

Czymś, co trzeba usunąć.

Spalić.

Pozbyć się.

Ale zanim zaczniemy zastanawiać się, jak organizm pozbywa się zgromadzonego tłuszczu, warto zadać znacznie prostsze pytanie:

Czym właściwie jest tkanka tłuszczowa?

Bo odpowiedź jest dużo ciekawsza, niż mogłoby się wydawać.

────────── Ω ──────────

Gdybyśmy mogli zajrzeć pod skórę

Wyobraź sobie, że potrafimy zmniejszyć się do rozmiarów pojedynczej komórki.

Przechodzimy przez skórę i docieramy do warstwy tkanki tłuszczowej.

Moglibyśmy spodziewać się czegoś przypominającego żółtą, jednolitą masę.

Ale zobaczylibyśmy zupełnie inny świat.

Komórki.

Naczynia krwionośne.

Włókna tworzące rusztowanie tkanki.

Komórki układu odpornościowego.

Komórki prekursorowe i stromalne.

Nerwy.

A pomiędzy nimi ogromne, niemal kuliste komórki wyglądające trochę jak mocno napompowane balony.

To właśnie adipocyty.

Nazwa brzmi skomplikowanie, ale oznacza po prostu:

komórki tłuszczowe.

────────── Ω ──────────

Adipocyt — mały magazyn z ogromnym zbiornikiem

Adipocyt jest niezwykłą komórką.

Jeżeli spojrzelibyśmy na niego pod mikroskopem, zobaczylibyśmy, że większość jego wnętrza może zajmować jedna ogromna kropla lipidowa.

Lipidy to grupa związków, do których należą między innymi tłuszcze.

Kropla lipidowa jest więc czymś w rodzaju wewnętrznego zbiornika, w którym adipocyt może przechowywać zapas energii.

W dużej mierze znajduje się ona tam w postaci trójglicerydów.

To kolejne słowo, które będzie nam potrzebne w tym odcinku.

Trójgliceryd możemy na razie wyobrazić sobie jak pakiet energii przygotowany do przechowywania.

Organizm potrafi taki pakiet zbudować i umieścić w komórce tłuszczowej.

W poprzednim odcinku obserwowaliśmy właśnie tę stronę historii — jak energia pochodząca z jedzenia może zostać wykorzystana albo odłożona na później.

Teraz będziemy obserwować proces odwrotny.

Zobaczymy, jak organizm potrafi ten magazyn ponownie otworzyć.

Ale zanim to zrobimy, przyjrzyjmy się jego konstrukcji.

────────── Ω ──────────

Komórka, która potrafi zmieniać swój rozmiar

Adipocyt nie przypomina sztywnego pudełka o niezmiennej pojemności.

Może zwiększać swoją objętość, kiedy gromadzi więcej tłuszczu.

Może również stawać się mniejszy, kiedy część zgromadzonych zapasów zostaje z niego uwolniona.

Wyobraź sobie balon.

Kiedy wtłaczamy do niego coraz więcej powietrza, jego objętość rośnie.

Kiedy powietrze wypuszczamy — maleje.

Oczywiście adipocyt jest znacznie bardziej skomplikowany niż balon, ale ta analogia pozwala zrozumieć jedną ważną zasadę:

kiedy przybywa nam tkanki tłuszczowej, nie oznacza to po prostu, że pod skórą pojawia się coraz grubsza warstwa jakiegoś „tłuszczu”. Zmieniają się żywe komórki tworzące tę tkankę.

Powiększanie istniejących komórek tłuszczowych ma swoją nazwę.

To hipertrofia adipocytów.

Hipertrofia oznacza zwiększanie rozmiaru komórki.

I odwrotnie — kiedy podczas długotrwałego deficytu energetycznego organizm wykorzystuje zgromadzone zapasy, adipocyty mogą zmniejszać swoją objętość.

Dlatego potoczne określenie „spalam tłuszcz” jest ogromnym uproszczeniem.

W rzeczywistości obserwujemy zmianę zachodzącą w żywej tkance.

────────── Ω ──────────

Czy liczba komórek tłuszczowych jest ustalona raz na zawsze?

Można byłoby teraz pomyśleć:

„Skoro adipocyty potrafią się powiększać i zmniejszać, to zapewne przez całe życie mamy mniej więcej tę samą liczbę komórek tłuszczowych, a zmienia się tylko ich wielkość.”

To jednak również byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Duża część zmian objętości tkanki tłuszczowej rzeczywiście może wynikać ze zmiany wielkości istniejących adipocytów.

Ale tkanka tłuszczowa nie jest zamkniętym magazynem z ustaloną na całe życie liczbą komórek.

W odpowiednich warunkach organizm może tworzyć nowe adipocyty z komórek prekursorowych.

Komórka prekursorowa to komórka, która nie jest jeszcze dojrzałym adipocytem, ale może nim zostać.

Proces powstawania nowych komórek tłuszczowych nazywamy adipogenezą.

Mamy więc dwa różne zjawiska.

Istniejący magazyn może stać się większy.

To hipertrofia.

Ale mogą również powstawać nowe magazyny.

To adipogeneza.

To rozróżnienie będzie jeszcze ważne w naszej historii.

────────── Ω ──────────

Tkanka tłuszczowa jest żywa

I tutaj dochodzimy do rzeczy, o której bardzo łatwo zapomnieć.

Adipocyt nie jest pojemnikiem wypełnionym tłuszczem.

To żywa komórka.

Ma błonę komórkową.

Ma jądro zawierające materiał genetyczny.

Posiada mitochondria.

Odbiera sygnały hormonalne.

Reaguje na to, co dzieje się w organizmie.

Pobiera określone substancje z krwi i inne do niej uwalnia.

A sama tkanka tłuszczowa jest unaczyniona i unerwiona.

Krew musi przecież dostarczyć do niej materiał, który zostanie zmagazynowany.

A kiedy organizm będzie potrzebował zgromadzonej energii, właśnie przez krążenie część uwolnionych składników będzie mogła dotrzeć do innych tkanek.

Tkanka tłuszczowa nie leży więc biernie pod skórą.

Cały czas uczestniczy w metabolizmie.

────────── Ω ──────────

I właśnie dlatego zanim zaczniemy mówić o „spalaniu tłuszczu”, musimy zmienić sposób, w jaki na niego patrzymy.

Nie będziemy już wyobrażać sobie tłuszczu jako niepotrzebnej warstwy, której organizm powinien się po prostu pozbyć.

Będziemy patrzeć na żywą tkankę zbudowaną z komórek, które potrafią magazynować energię, powiększać się, zmniejszać i odpowiadać na sygnały płynące z całego organizmu.

A to dopiero początek.

Bo wokół adipocytów znajduje się jeszcze coś bardzo interesującego.

Tkanka tłuszczowa nie jest wyłącznie magazynem energii.

Pełni w naszym organizmie znacznie więcej funkcji.

I skrywa również populację komórek, która sprawi, że jeszcze w jednym z przyszłych sezonów Omegowej Rewolucji wrócimy do niej z zupełnie innego powodu.

Tłuszcz to nie tylko magazyn energii

Na poprzedniej grafice zajrzeliśmy do wnętrza tkanki tłuszczowej.

Zobaczyliśmy adipocyty, naczynia krwionośne, nerwy i różne komórki znajdujące się pomiędzy nimi.

I już sam ten obraz powinien zmienić nasze spojrzenie na tłuszcz.

Bo skoro tkanka tłuszczowa jest żywa, unaczyniona i unerwiona, to trudno nadal traktować ją jak bierny worek, do którego organizm wrzuca nadmiar kalorii.

Tkanka tłuszczowa jest narządem.

I podobnie jak wątroba, mięśnie czy jelita ma swoje zadania.

────────── Ω ──────────

Magazyn, który miał nam pomóc przeżyć

Zacznijmy jednak od funkcji najbardziej oczywistej.

Przez większą część historii człowieka jedzenie nie czekało na nas w lodówce.

Bywało go dużo.

Potem przez wiele godzin, dni, a czasem jeszcze dłużej mogło go brakować.

Organizm potrzebował więc sposobu, aby część energii dostępnej dzisiaj zachować na jutro.

Tkanka tłuszczowa okazała się do tego znakomicie przystosowana.

Możemy porównać ją do długoterminowego magazynu energii.

Kiedy energii napływa więcej, niż w danym momencie potrzebujemy, część może zostać zapakowana w trójglicerydy i umieszczona w adipocytach.

Kiedy dopływ energii z pożywienia maleje, organizm może do tych zapasów ponownie sięgnąć.

Właśnie ten proces będziemy śledzić w dalszej części odcinka.

Ale magazynowanie energii to zaledwie jedno z zadań tkanki tłuszczowej.

────────── Ω ──────────

Magazyn, który potrafi wysyłać wiadomości

Wyobraźmy sobie wielki magazyn należący do przedsiębiorstwa.

Gdyby jedyną informacją docierającą do centrali było:

„magazyn istnieje”,

trudno byłoby zarządzać całą firmą.

Centrala musi wiedzieć, ile towaru znajduje się w środku.

Czy zapasy rosną.

Czy maleją.

Czy magazyn jest przeciążony.

I czy można bezpiecznie korzystać z jego zawartości.

Organizm rozwiązał podobny problem.

Tkanka tłuszczowa nie tylko przechowuje energię.

Potrafi również informować resztę organizmu o swoim stanie.

Robi to między innymi poprzez wydzielanie różnych substancji sygnałowych.

Część z nich nazywamy adipokinami.

Adipokiny to po prostu cząsteczki wytwarzane i uwalniane przez tkankę tłuszczową, które mogą wpływać na działanie innych komórek i narządów.

Jedną z najlepiej znanych jest leptyna.

Jej nazwa może brzmieć znajomo, ponieważ spotkaliśmy ją już wcześniej, kiedy rozmawialiśmy o głodzie i sytości.

Leptyna jest hormonem wytwarzanym przede wszystkim przez adipocyty. Jej stężenie we krwi w pewnym stopniu odzwierciedla wielkość zgromadzonych zapasów energii.

Możemy więc potraktować ją jak jedną z wiadomości wysyłanych przez magazyn do centrum zarządzania:

„Tak wyglądają nasze zapasy.”

Jednym z miejsc, które tę informację odbierają, jest mózg.

I nagle okazuje się, że tkanka znajdująca się pod skórą może uczestniczyć w rozmowie z narządem znajdującym się w czaszce.

To kolejny przykład tego, że metabolizm nie jest zbiorem niezależnych narządów.

To sieć komunikujących się ze sobą układów.

────────── Ω ──────────

Tłuszcz również chroni

Tkanka tłuszczowa pełni też znacznie bardziej przyziemne funkcje.

Znajdująca się pod skórą warstwa tłuszczu pomaga ograniczać utratę ciepła.

Tkanka tłuszczowa znajdująca się wokół niektórych narządów może natomiast działać jak naturalna poduszka amortyzująca.

Chroni przed naciskiem i urazami mechanicznymi.

W określonych miejscach naszego ciała tłuszcz jest więc nie tylko magazynem paliwa.

Jest również elementem konstrukcji.

I tutaj pojawia się ważna myśl.

Zdrowy organizm nie został zaprojektowany tak, aby nie posiadać tkanki tłuszczowej.

Potrzebuje jej.

────────── Ω ──────────

A więc im mniej tłuszczu, tym lepiej?

To jeden z tych momentów, w których intuicja może nas zaprowadzić w złym kierunku.

Skoro nadmierna ilość tkanki tłuszczowej może zwiększać ryzyko wielu zaburzeń metabolicznych, można łatwo dojść do wniosku:

jeżeli dużo tłuszczu jest źle, to zero tłuszczu musi być idealnie.

Biologia bardzo często nie działa jednak według zasady:

„mniej znaczy zawsze lepiej”.

Dobrym przykładem są rzadkie choroby określane jako lipodystrofie.

Lipodystrofia oznacza nieprawidłowy niedobór albo utratę tkanki tłuszczowej.

I mogłoby się wydawać, że człowiek niemal pozbawiony tłuszczu powinien mieć doskonały metabolizm.

Tymczasem może być dokładnie odwrotnie.

Jeżeli organizm nie ma wystarczającej ilości prawidłowo działającej tkanki tłuszczowej, pojawia się problem:

gdzie bezpiecznie przechować nadmiar energii?

Tłuszcz zaczyna wtedy gromadzić się tam, gdzie nie powinien — między innymi w wątrobie czy mięśniach.

Może temu towarzyszyć insulinooporność oraz inne poważne zaburzenia metaboliczne.

To prowadzi nas do niezwykle ważnej zasady:

problemem nie jest samo posiadanie tkanki tłuszczowej.

Problem pojawia się wtedy, gdy jest jej zbyt dużo, zbyt mało albo gdy przestaje prawidłowo wykonywać swoje zadania.

────────── Ω ──────────

Dwie próbki tłuszczu i jedno ciekawe pytanie

W naszej pracy laboratoryjnej mieliśmy kiedyś okazję zobaczyć coś, co dobrze pokazuje, dlaczego warto uważać na proste odpowiedzi.

Porównywaliśmy materiał pobrany od dwóch osób.

Jedna z nich miała bardzo niewiele tkanki tłuszczowej i niezwykle intensywnie trenowała.

Z niewielkiej ilości pobranego materiału uzyskaliśmy znacznie mniej interesujących nas komórek niż z materiału drugiego dawcy.

Różnił się również ich obraz i obserwowana przez nas aktywność.

Czy to dowodzi, że bardzo niski poziom tkanki tłuszczowej był przyczyną tych różnic?

Nie.

Dwie osoby to nie badanie naukowe.

Na wynik mogły wpływać wiek, genetyka, miejsce pobrania tkanki, sposób życia i wiele innych czynników.

Ale ta obserwacja pozostawiła nam pytanie, które jest znacznie ciekawsze niż pochopny wniosek:

czy naprawdę powinniśmy myśleć o tkance tłuszczowej wyłącznie jak o czymś, czego najlepiej mieć jak najmniej?

────────── Ω ──────────

W tkance tłuszczowej znajduje się jeszcze jeden niezwykły zasób

Wróćmy teraz do naszej infografiki.

Pomiędzy ogromnymi adipocytami przebiegają drobne naczynia krwionośne.

A w ich sąsiedztwie znajduje się cała społeczność innych komórek.

Tę część tkanki możemy określić jako niszę komórkową.

Nisza komórkowa to po prostu mikrośrodowisko, w którym określone komórki żyją, otrzymują sygnały i pozostają w kontakcie z otaczającą tkanką.

W tkance tłuszczowej znajdują się między innymi komórki stromalne i progenitorowe.

Słowo „progenitorowe” oznacza komórki, które zachowały zdolność do dalszego rozwoju i różnicowania w określone rodzaje komórek.

Wśród komórek uzyskiwanych z tkanki tłuszczowej znajduje się również populacja określana jako adipose-derived stromal/stem cells — ASC lub ADSC, czyli komórki stromalne/macierzyste pochodzące z tkanki tłuszczowej.

Nie są magicznymi komórkami zdolnymi automatycznie zamienić się w dowolną tkankę naszego organizmu.

Ale posiadają właściwości, które sprawiły, że tkanka tłuszczowa stała się niezwykle interesującym źródłem komórek badanych i wykorzystywanych w medycynie regeneracyjnej.

I właśnie dlatego można spojrzeć na tkankę tłuszczową jeszcze inaczej.

Nie tylko jak na bank energii.

W pewnym sensie również jak na wewnętrzny bank biologicznych możliwości.

Na razie jednak tylko uchylamy drzwi.

Bo komórki macierzyste, nisze komórkowe i medycyna regeneracyjna zasługują na własną historię.

W jednym z przyszłych sezonów Omegowej Rewolucji wrócimy do tego banku i spróbujemy go otworzyć.

────────── Ω ──────────

Na razie zapamiętajmy coś znacznie ważniejszego dla naszej obecnej historii.

Tkanka tłuszczowa nie jest naszym przeciwnikiem.

Nie powinniśmy pytać:

„Jak się jej pozbyć?”

Znacznie lepsze pytanie brzmi:

„Jak sprawić, żeby prawidłowo wykonywała swoją pracę?”

Bo zdrowy metabolizm potrzebuje magazynu.

Potrzebuje również możliwości odkładania energii, kiedy jest jej dużo, i odzyskiwania jej wtedy, kiedy zaczyna jej brakować.

Wiemy już, czym jest ten magazyn i dlaczego go potrzebujemy.

Teraz możemy zobaczyć, co dzieje się z nim wtedy, gdy zaczyna się wypełniać.

Jak właściwie „tyje” komórka tłuszczowa?

Wiemy już, że tkanka tłuszczowa nie jest biernym magazynem.

Jest żywą tkanką, która przechowuje energię, komunikuje się z innymi narządami i reaguje na to, co dzieje się w całym organizmie.

Ale skoro adipocyt jest żywą komórką, pojawia się bardzo proste pytanie:

Co właściwie dzieje się z komórką tłuszczową, kiedy tyjemy?

Czy organizm produkuje tysiące nowych komórek tłuszczowych?

Czy te, które już mamy, po prostu wypełniają się tłuszczem?

A może zachodzą oba procesy jednocześnie?

Żeby to zrozumieć, wróćmy na chwilę do naszego magazynu.

────────── Ω ──────────

Magazyn zaczyna się wypełniać

Wyobraźmy sobie, że adipocyt jest niewielkim magazynem.

W jego wnętrzu znajduje się miejsce przeznaczone na przechowywanie energii.

W poprzednim odcinku zobaczyliśmy, że organizm może pakować tę energię w trójglicerydy i odkładać je w komórkach tłuszczowych.

Jeżeli przez pewien czas do magazynu trafia więcej towaru, niż jest z niego zabierane, zapasy zaczynają rosnąć.

W adipocycie dzieje się coś podobnego.

Do jego kropli lipidowej trafiają kolejne trójglicerydy.

Kropla staje się większa.

A razem z nią powiększa się cała komórka.

To bardzo ważne.

Kiedy zwiększa się ilość tkanki tłuszczowej, nie musi to oznaczać, że natychmiast powstają tysiące nowych komórek tłuszczowych.

Najpierw istniejące adipocyty mogą po prostu przechowywać coraz większą ilość tłuszczu.

Proces zwiększania rozmiaru istniejącej komórki ma swoją nazwę:

hipertrofia.

Hipertrofia oznacza po prostu:

komórka staje się większa.

Nie przybyła nowa komórka.

Powiększyła się ta, która już istniała.

────────── Ω ──────────

Jak bardzo może urosnąć adipocyt?

Tutaj nasza analogia z magazynem staje się jeszcze ciekawsza.

Wyobraźmy sobie magazyn, do którego każdego dnia przyjeżdżają kolejne ciężarówki.

Na początku nie ma problemu.

Jest dużo wolnego miejsca.

Towar można spokojnie rozmieścić.

Ale kolejne dostawy przyjeżdżają.

Regały zaczynają się zapełniać.

Przejścia stają się węższe.

Pracownikom coraz trudniej poruszać się pomiędzy paczkami.

Magazyn nadal działa.

Ale niekoniecznie działa już tak samo sprawnie jak wcześniej.

Adipocyt również nie może powiększać się bez żadnych konsekwencji.

Rosnąca komórka potrzebuje odpowiedniego dopływu tlenu i składników odżywczych.

Musi pozostawać w kontakcie z naczyniami krwionośnymi.

Musi nadal prawidłowo odbierać i wysyłać sygnały.

A kiedy adipocyty stają się bardzo duże, ich środowisko może zacząć się zmieniać.

Mogą pojawiać się zaburzenia w ich prawidłowym funkcjonowaniu, zmiany w wydzielaniu substancji sygnałowych oraz większa aktywność procesów zapalnych.

I tutaj po raz kolejny widzimy, że problemem nie jest po prostu:

„mam tłuszcz”.

Znaczenie ma również to, w jakim stanie znajduje się tkanka, która ten tłuszcz przechowuje.

────────── Ω ──────────

Co zrobić, kiedy jeden magazyn przestaje wystarczać?

Organizm posiada jednak jeszcze jedną możliwość.

Jeżeli istniejące magazyny się powiększają, tkanka tłuszczowa może w określonych warunkach zwiększać również liczbę adipocytów.

Pamiętasz komórki prekursorowe, o których wspominaliśmy wcześniej?

To komórki, które nie są jeszcze dojrzałymi adipocytami, ale mogą się nimi stać.

Możemy porównać je do przygotowanych działek budowlanych.

Nie stoją jeszcze na nich magazyny.

Ale jeżeli pojawi się odpowiedni sygnał i potrzeba, może rozpocząć się budowa.

Komórka prekursorowa przechodzi wtedy serię zmian i stopniowo staje się dojrzałą komórką tłuszczową.

Ten proces nazywamy:

adipogenezą.

Adipogeneza oznacza powstawanie i dojrzewanie nowych adipocytów z komórek prekursorowych.

Jeżeli w efekcie zwiększa się liczba komórek tworzących tkankę, możemy mówić również o hiperplazji.

I tutaj warto zatrzymać się na moment, ponieważ te dwa podobnie brzmiące słowa opisują dwie zupełnie różne rzeczy.

Hipertrofia — komórki robią się większe.

Hiperplazja — zwiększa się liczba komórek.

Jedno większe magazynuje więcej.

Drugie oznacza powstawanie większej liczby magazynów.

────────── Ω ──────────

Czy mamy więc przez całe życie tę samą liczbę komórek tłuszczowych?

Nie.

To popularne uproszczenie.

Duża część liczby adipocytów rzeczywiście kształtuje się podczas wzrostu i dojrzewania organizmu, a u dorosłego człowieka liczba tych komórek może pozostawać przez długi czas stosunkowo stabilna.

Ale stabilna nie oznacza niezmienna.

Tkanka tłuszczowa przez całe życie podlega przebudowie.

Stare komórki mogą obumierać.

Powstają nowe.

A w określonych warunkach liczba adipocytów może się zwiększać.

Dlatego zdanie:

„rodzimy się z określoną liczbą komórek tłuszczowych i mamy je już do końca życia”

nie jest prawdziwe.

Znacznie bliżej rzeczywistości będzie powiedzieć:

u dorosłego człowieka ogromne znaczenie ma zmiana wielkości adipocytów, ale tkanka tłuszczowa zachowuje również możliwość tworzenia nowych komórek.

────────── Ω ──────────

Większy adipocyt czy więcej adipocytów — czy to robi różnicę?

Na pierwszy rzut oka moglibyśmy powiedzieć:

„Co za różnica? Kilogram tłuszczu to kilogram tłuszczu.”

Ale dla organizmu sposób, w jaki tkanka przechowuje nadmiar energii, może mieć znaczenie.

Wyobraźmy sobie dwie firmy.

Obie muszą przechować dziesięć tysięcy paczek.

Pierwsza firma wciska wszystkie paczki do kilku przepełnionych magazynów.

Druga rozdziela je pomiędzy większą liczbę magazynów, z których każdy zachowuje trochę wolnej przestrzeni.

Na papierze liczba paczek jest taka sama.

Ale warunki ich przechowywania są zupełnie inne.

Podobną różnicę możemy obserwować w tkance tłuszczowej.

Bardzo duże, przerośnięte adipocyty częściej wiążą się z zaburzeniem prawidłowego funkcjonowania tkanki niż mniejsze adipocyty zdolne nadal bezpiecznie przyjmować kolejne porcje energii.

To nie oznacza oczywiście, że tworzenie coraz większej liczby komórek tłuszczowych jest sposobem na zdrowie.

Pokazuje coś innego.

Liczy się nie tylko ilość tkanki tłuszczowej. Liczy się również jej zdolność do bezpiecznego magazynowania energii.

────────── Ω ──────────

Co się dzieje, kiedy bezpiecznego miejsca zaczyna brakować?

I tutaj pojawia się kolejny ważny element naszej układanki.

Jeżeli tkanka tłuszczowa potrafi prawidłowo przyjąć nadmiar energii, trójglicerydy mogą zostać przechowane tam, gdzie organizm przygotował dla nich odpowiedni magazyn.

Ale co się stanie, jeżeli zapasów jest coraz więcej, adipocyty są już mocno powiększone, a zdolność tkanki do dalszego bezpiecznego magazynowania zaczyna być niewystarczająca?

Towar przecież nie znika.

Musi trafić gdzieś indziej.

I wtedy tłuszcz może zacząć gromadzić się w miejscach, które nie zostały stworzone po to, żeby przechowywać jego duże ilości.

Na przykład w wątrobie.

W mięśniach.

Wokół narządów wewnętrznych.

Takie gromadzenie tłuszczu poza jego typowym magazynem określamy jako ektopowe odkładanie tłuszczu.

Słowo ektopowy oznacza po prostu:

znajdujący się w niewłaściwym miejscu.

I właśnie dlatego dwie osoby o podobnej masie ciała mogą mieć zupełnie inną sytuację metaboliczną.

Nie chodzi wyłącznie o to:

ile energii zostało zgromadzone.

Liczy się również:

gdzie została zgromadzona i czy tkanka tłuszczowa nadal potrafi bezpiecznie ją przechowywać.

────────── Ω ──────────

W poprzednim odcinku obserwowaliśmy, jak organizm kieruje nadmiar energii do magazynów.

Teraz wiemy już, że sam magazyn również może się zmieniać.

Adipocyt może się powiększać.

Mogą powstawać nowe adipocyty.

A kiedy zdolność tkanki tłuszczowej do bezpiecznego przechowywania energii zaczyna być przekraczana, tłuszcz może pojawić się tam, gdzie zaczyna przeszkadzać w prawidłowym funkcjonowaniu innych tkanek.

Ale nasza historia ma również drugą stronę.

Magazyn nie tylko się napełnia.

Potrafi się także opróżniać.

I właśnie teraz możemy odwrócić wszystkie strzałki, które rysowaliśmy do tej pory.

Zamiast pytać:

„Jak energia trafia do adipocytu?”

zapytamy:

„Co musi się wydarzyć, żeby organizm zaczął ją z niego zabierać?”

Magazyn nie tylko się napełnia. Potrafi się także opróżniać

Do tej pory obserwowaliśmy metabolizm głównie wtedy, kiedy energia napływała.

Jedliśmy.

Pokarm trafiał do przewodu pokarmowego.

Składniki odżywcze były wchłaniane do krwi.

Glukoza mogła być wykorzystywana przez komórki.

Uzupełnialiśmy zapasy glikogenu.

A kiedy energii było więcej, niż organizm potrzebował w danej chwili, część mogliśmy odłożyć w tkance tłuszczowej.

Przez kilka ostatnich rozdziałów nasze strzałki były więc skierowane głównie w jedną stronę:

DO MAGAZYNU.

Ale przecież człowiek nie je przez całą dobę.

Kończymy posiłek.

Mija godzina.

Druga.

Trzecia.

Dopływ składników odżywczych z przewodu pokarmowego stopniowo maleje.

Tymczasem serce nie przestaje bić.

Mózg nie wyłącza się do następnego śniadania.

Oddychamy.

Poruszamy się.

Utrzymujemy temperaturę ciała.

Wątroba, nerki i pozostałe narządy cały czas wykonują swoją pracę.

Energia nadal jest potrzebna.

Skoro jednak coraz mniej dostarczamy jej bezpośrednio z ostatniego posiłku, organizm musi zrobić coś, do czego przygotowywał się wcześniej.

Musi zacząć korzystać z własnych zapasów.

I właśnie teraz odwrócimy nasze strzałki.

────────── Ω ──────────

Słońce zachodzi. Dom nadal potrzebuje energii

Wyobraź sobie nowoczesny dom wyposażony w panele słoneczne.

Jest piękny, słoneczny dzień.

Panele produkują prąd.

Działa lodówka.

Komputer.

Pompa ciepła.

Pralka.

Wszystkie urządzenia mogą korzystać z energii, która właśnie napływa.

Jeżeli panele produkują jej więcej, niż dom w danej chwili potrzebuje, byłoby szkoda ją zmarnować.

Dlatego część nadwyżki możemy zachować na później.

Ładujemy akumulator.

Jeżeli mamy odpowiednio rozbudowany system, możemy również posiadać znacznie większy magazyn energii przeznaczony na dłuższy okres.

W ciągu dnia wszystko działa znakomicie.

Ale potem przychodzi wieczór.

Słońce znajduje się coraz niżej.

Panele produkują coraz mniej energii.

Wreszcie zapada noc.

Czy dom przestaje wtedy potrzebować prądu?

Oczywiście, że nie.

Lodówka nadal działa.

Pompa nadal pracuje.

Włączamy światło.

Ładujemy telefon.

Zmieniło się coś zupełnie innego.

Nie zapotrzebowanie na energię. Zmieniło się jej źródło.

Dom zaczyna korzystać z energii, którą wcześniej zgromadził.

Z naszym organizmem dzieje się coś bardzo podobnego.

────────── Ω ──────────

Posiłek jest jak okres produkcji energii przez panele

Kiedy jemy i trwa trawienie oraz wchłanianie składników odżywczych, do organizmu napływa energia pochodząca z zewnątrz.

Możemy porównać ją do energii produkowanej przez panele w słoneczny dzień.

Część wykorzystujemy na bieżąco.

Część odkładamy.

Ale posiłek nie dostarcza składników odżywczych do krwi bez końca.

Z czasem ich dopływ maleje.

To trochę tak, jakby słońce zaczynało zachodzić.

Panele produkują coraz mniej, ale dom nadal działa.

I wtedy coraz większego znaczenia nabierają nasze własne zasoby.

Ta analogia pozwala nam również zrozumieć coś bardzo ważnego.

Nie istnieje jedna magiczna minuta, w której organizm mówi:

„Koniec energii z posiłku. Od tej sekundy spalam tłuszcz.”

Słońce również nie świeci pełną mocą, żeby sekundę później całkowicie zgasnąć.

Zapada zmierzch.

Produkcja z paneli stopniowo maleje.

Akumulator stopniowo przejmuje większą część obciążenia.

Podobnie działa metabolizm.

Zmieniają się proporcje wykorzystywanych źródeł energii.

────────── Ω ──────────

System musi wiedzieć, że warunki się zmieniły

Instalacja energetyczna potrzebuje układu sterującego.

Musi wiedzieć:

ile energii produkują panele,

ile zużywa dom,

czy ładować akumulator,

czy zacząć go rozładowywać.

Nasz organizm również posiada system sygnałów informujących tkanki o aktualnej sytuacji energetycznej.

Jednym z najważniejszych jest insulina.

Insulinę już znamy, ale przypomnijmy jej znaczenie.

Insulina jest hormonem — czyli chemicznym sygnałem, za pomocą którego organizm przekazuje informacje pomiędzy tkankami i narządami.

Po posiłku, szczególnie zawierającym węglowodany, stężenie insuliny zwykle wzrasta.

W dużym uproszczeniu jest to część komunikatu:

„Energia napływa. Możemy ją wykorzystywać i uzupełniać zapasy.”

Kiedy mija czas od posiłku, a dopływ składników odżywczych z jelita maleje, stężenie insuliny również zwykle się obniża.

Zmieniają się także inne sygnały hormonalne.

Jednym z nich jest glukagon.

Glukagon również jest hormonem produkowanym przez trzustkę. Jednym z jego ważnych zadań jest pomoc w utrzymywaniu odpowiedniego stężenia glukozy we krwi wtedy, kiedy nie napływa ona właśnie z posiłku.

Nie musimy zapamiętywać całej biochemii.

Na tym etapie wystarczy jedna zasada:

zmiana sygnałów hormonalnych informuje organizm, że czas stopniowo przechodzić od magazynowania do korzystania z zapasów.

Słońce zachodzi.

Sterownik instalacji to zauważył.

Czas sięgnąć do akumulatora.

────────── Ω ──────────

Naszym podręcznym akumulatorem jest glikogen

Organizm ma kilka sposobów magazynowania energii.

Największy magazyn już poznaliśmy.

To tkanka tłuszczowa.

Ale zanim do niej wrócimy, musimy zajrzeć do znacznie mniejszego i bardziej podręcznego zapasu.

To glikogen.

Glikogen poznaliśmy w poprzednim odcinku.

Przypomnijmy:

glikogen jest zapasową formą glukozy przechowywaną przede wszystkim w wątrobie i mięśniach.

Możemy potraktować go jak akumulator.

Jego pojemność jest ograniczona.

Nie przechowamy w nim ogromnych zapasów energii na tygodnie czy miesiące.

Ale możemy stosunkowo szybko z niego korzystać.

Kiedy dopływ glukozy z przewodu pokarmowego maleje, organizm może zacząć rozkładać zgromadzony wcześniej glikogen.

I tutaj pojawia się pierwsze nowe pojęcie:

glikogenoliza.

Brzmi jak termin z podręcznika biochemii.

Ale oznacza coś bardzo prostego.

Glikogenoliza to rozkład zgromadzonego glikogenu.

Czyli:

zaczynamy rozładowywać akumulator.

────────── Ω ──────────

Mamy jednak dwa akumulatory, które nie służą do tego samego

Glikogen znajduje się przede wszystkim w dwóch miejscach:

w wątrobie i w mięśniach.

Można byłoby pomyśleć, że to po prostu dwa identyczne akumulatory podłączone do jednej instalacji.

Tak jednak nie jest.

Glikogen wątrobowy pomaga utrzymywać odpowiednie stężenie glukozy we krwi.

Wątroba może więc wykorzystać swój zapas, aby pomóc dostarczać glukozę tam, gdzie jest potrzebna.

To trochę jak centralny akumulator podłączony do instalacji całego domu.

Mięśnie mają natomiast własny zapas glikogenu.

I ten magazyn służy przede wszystkim im samym.

Kiedy mięsień pracuje — idziemy, biegniemy, wchodzimy po schodach albo podnosimy ciężar — może wykorzystać zgromadzony w sobie glikogen do własnych potrzeb energetycznych.

To bardziej przypomina mały lokalny akumulator znajdujący się przy konkretnym urządzeniu.

Energia jest zgromadzona na miejscu i ma zasilać przede wszystkim właśnie to urządzenie.

To ważne rozróżnienie.

Nie mamy jednego wspólnego zbiornika glikogenu.

Wątroba i mięśnie przechowują go w różnych celach.

────────── Ω ──────────

A co, kiedy akumulator zaczyna się rozładowywać?

Tutaj nasz system energetyczny robi się jeszcze ciekawszy.

Akumulator ma ograniczoną pojemność.

Glikogen również.

Tymczasem organizm nadal potrzebuje utrzymywać odpowiednie stężenie glukozy we krwi.

Niektóre tkanki są od niej szczególnie zależne.

Co więc zrobić, kiedy glukozy z ostatniego posiłku już prawie nie ma, a zapas glikogenu stopniowo się zmniejsza?

Organizm posiada niezwykłą zdolność:

potrafi sam wytwarzać glukozę z innych surowców.

Proces ten nazywamy glukoneogenezą.

Rozłóżmy to trudne słowo na prostą ideę.

Glukoneogeneza oznacza wytwarzanie nowej glukozy ze składników, które nie są węglowodanami.

Organizm może wykorzystać do tego między innymi mleczan, niektóre aminokwasy oraz glicerol.

I właśnie glicerol powinien zwrócić naszą uwagę.

Bo za chwilę spotkamy go ponownie.

Znajduje się w cząsteczkach trójglicerydów przechowywanych w tkance tłuszczowej.

Kiedy otworzymy nasz największy magazyn energii, glicerol będzie jednym z elementów, które z niego uwolnimy.

Nasze różne systemy energetyczne zaczynają się więc ze sobą łączyć.

────────── Ω ──────────

Organizm nie czeka, aż akumulator pokaże 0%

To jeden z najczęstszych błędów w myśleniu o metabolizmie.

Możemy wyobrażać sobie następującą kolejność:

najpierw spalamy energię z posiłku,

potem zużywamy cały glikogen,

na wyświetlaczu pojawia się:

0%

i dopiero wtedy organizm otwiera tkankę tłuszczową.

Tak to nie działa.

Organizm nie czeka, aż jeden magazyn zostanie całkowicie opróżniony, zanim zacznie korzystać z następnego.

W naszym domu również nie musielibyśmy czekać, aż panele przestaną produkować absolutnie cokolwiek.

Wraz ze spadkiem ich produkcji zmienia się udział poszczególnych źródeł w zasilaniu domu.

Dokładnie ta sama zasada jest niezwykle ważna dla zrozumienia metabolizmu.

Po posiłku większy udział w dostarczaniu energii mogą mieć składniki właśnie wchłonięte z przewodu pokarmowego.

Później rośnie znaczenie zapasów.

Jednocześnie może zachodzić glikogenoliza.

Może zachodzić glukoneogeneza.

A tkanka tłuszczowa może już uwalniać kwasy tłuszczowe.

Organizm korzysta z różnych źródeł jednocześnie — zmieniają się przede wszystkim ich proporcje.

Dlatego popularne pytanie:

„Po ilu godzinach zaczynam spalać tłuszcz?”

nie ma jednej prostej odpowiedzi.

Bo nie istnieje godzina, o której metabolizm naciska przełącznik:

GLUKOZA OFF — TŁUSZCZ ON.

To proces płynny.

────────── Ω ──────────

A gdzie jest nasz największy magazyn?

Wróćmy jeszcze raz do domu.

Panele dostarczają energię wtedy, kiedy jest dostępna.

Akumulator pozwala przechować ograniczony zapas i stosunkowo szybko z niego skorzystać.

Ale wyobraźmy sobie, że chcemy zgromadzić naprawdę dużą rezerwę energii.

Potrzebujemy znacznie większego magazynu.

W naszym organizmie taką rolę pełni:

tkanka tłuszczowa.

To właśnie tam możemy przechowywać ilości energii nieporównywalnie większe niż w glikogenie.

Przez ostatnie podrozdziały oglądaliśmy ten magazyn bardzo dokładnie.

Poznaliśmy adipocyt.

Zajrzeliśmy do jego wnętrza.

Zobaczyliśmy ogromną kroplę lipidową.

Dowiedzieliśmy się, jak komórka może się powiększać i jak mogą powstawać nowe adipocyty.

Do tej pory obserwowaliśmy jednak głównie, jak magazyn jest napełniany.

Teraz sytuacja się odwróciła.

Słońce zaszło.

Dopływ energii z ostatniego posiłku maleje.

System coraz bardziej korzysta z własnych zasobów.

I właśnie teraz możemy wrócić do naszego adipocytu i zadać pytanie, od którego zaczęliśmy:

Jak wydobyć energię zamkniętą wewnątrz kropli lipidowej?

────────── Ω ──────────

Trójglicerydu nie można po prostu wyjąć z magazynu

Wewnątrz adipocytu energia została zapakowana przede wszystkim w trójglicerydy.

Możemy wyobrazić sobie je jak duże pakiety przygotowane do długotrwałego przechowywania.

Ale pracujący mięsień nie może po prostu zamówić:

„Proszę przysłać jeden trójgliceryd z brzucha.”

Najpierw paczkę trzeba otworzyć.

Trójgliceryd musi zostać rozłożony na mniejsze elementy, które mogą opuścić komórkę tłuszczową i zostać wykorzystane przez organizm.

I właśnie ten proces ma nazwę, która będzie jednym z najważniejszych pojęć tego odcinka.

Lipoliza.

Lipoliza oznacza rozkład zgromadzonych trójglicerydów i uwalnianie z nich kwasów tłuszczowych oraz glicerolu.

Czyli po kilku odcinkach poświęconych temu, jak organizm zdobywa i magazynuje energię, dochodzimy do momentu, w którym naprawdę zaczynamy otwierać największy magazyn.

Tylko tutaj czeka nas niespodzianka.

Bo wyjęcie tłuszczu z magazynu nie oznacza jeszcze, że został spalony.

Otwieramy największy magazyn — lipoliza

Doszliśmy do miejsca, do którego zmierzaliśmy przez kilka ostatnich odcinków.

Wiemy już, jak energia trafia do organizmu.

Wiemy, jak część z niej wykorzystujemy na bieżąco.

Wiemy, jak uzupełniamy glikogen.

Wiemy również, jak nadwyżka może zostać zapakowana w trójglicerydy i umieszczona w adipocytach.

Teraz odwracamy kierunek.

Organizm potrzebuje energii.

Dopływ z ostatniego posiłku maleje.

Zmieniają się sygnały hormonalne.

Coraz większego znaczenia nabierają własne zapasy.

I w końcu dochodzimy do naszego największego magazynu:

tkanki tłuszczowej.

Tylko tutaj pojawia się bardzo ważne nieporozumienie.

W codziennym języku wszystkie procesy, które teraz opiszemy, wrzucamy do jednego worka i nazywamy:

„spalaniem tłuszczu”.

Biochemicznie są to jednak różne rzeczy.

Najpierw tłuszcz trzeba uwolnić z magazynu.

Potem trzeba go przetransportować.

Dopiero później może zostać wykorzystany jako paliwo.

A nawet wtedy historia jeszcze się nie kończy.

────────── Ω ──────────

Najpierw trzeba rozpakować paczkę

Wróćmy do naszego adipocytu.

Większość zgromadzonej w nim energii znajduje się w ogromnej kropli lipidowej w postaci trójglicerydów.

Trójgliceryd jest bardzo wygodną formą magazynowania energii.

Ale żeby zrozumieć, co wydarzy się za chwilę, musimy poznać jego budowę.

Wyobraź sobie dużą literę E.

Jej pionowa część to glicerol.

Do niej przyczepione są trzy ramiona.

Każde z nich reprezentuje kwas tłuszczowy.

Tak w ogromnym uproszczeniu możemy wyobrazić sobie trójgliceryd:

1 glicerol + 3 kwasy tłuszczowe.

Właśnie takie „paczki” przechowujemy w adipocytach.

Problem polega na tym, że całej paczki nie możemy po prostu wysłać z komórki tłuszczowej do pracującego mięśnia.

Najpierw trzeba ją otworzyć.

I tutaj rozpoczyna się lipoliza.

────────── Ω ──────────

Lipoliza nie oznacza jeszcze spalania tłuszczu

To rozróżnienie jest tak ważne, że warto zapamiętać je już teraz.

Lipoliza oznacza rozkład trójglicerydów zgromadzonych w komórce tłuszczowej.

Nie oznacza jeszcze, że zawarta w nich energia została wykorzystana.

Możemy porównać to do magazynu pełnego paczek.

Jeżeli pracownik bierze paczkę z regału, otwiera karton i wyjmuje jego zawartość, towar został:

uwolniony z magazynu.

Ale nie oznacza to jeszcze, że został zużyty.

Może zostać załadowany na ciężarówkę.

Może pojechać do fabryki.

Może tam zostać wykorzystany.

A w pewnych warunkach może nawet wrócić do magazynu.

Dokładnie dlatego:

uwolnienie tłuszczu ≠ spalenie tłuszczu.

To jedna z najważniejszych rzeczy, jakie chcemy wyjaśnić w tym odcinku.

────────── Ω ──────────

Trzy zamki na naszej paczce

Rozkład trójglicerydu nie odbywa się jednym cięciem.

Organizm robi to etapami.

Pomagają mu w tym enzymy.

Enzym to cząsteczka, która ułatwia i przyspiesza określoną reakcję chemiczną w organizmie.

W przypadku lipolizy szczególnie ważne są trzy enzymy.

Pierwszy to ATGL — lipaza triglicerydowa tkanki tłuszczowej.

Rozpoczyna rozpakowywanie naszej paczki.

Od trójglicerydu zostaje odłączony pierwszy kwas tłuszczowy.

Potem do pracy włącza się HSL — lipaza hormonowrażliwa.

Pomaga uwolnić kolejny.

Na końcu działa między innymi MGL — lipaza monoglicerydowa, dzięki której może zostać uwolniony ostatni kwas tłuszczowy.

Nie musimy zapamiętywać skrótów ATGL, HSL i MGL.

Ważniejsza jest zasada:

trójgliceryd jest stopniowo rozkładany, aż z magazynowanej paczki otrzymujemy glicerol i wolne kwasy tłuszczowe.

Magazyn został otwarty.

Ale paliwo nadal znajduje się dopiero na rampie załadunkowej.

────────── Ω ──────────

Co decyduje o otwarciu magazynu?

Adipocyt nie rozpakowuje swoich zapasów przypadkowo.

Cały czas otrzymuje informacje o sytuacji panującej w organizmie.

Po posiłku jednym z ważnych sygnałów jest insulina.

Jej wyższe stężenie sprzyja magazynowaniu energii i hamuje lipolizę w tkance tłuszczowej.

To ma sens.

Jeżeli właśnie przyjechała nowa dostawa energii, nie ma potrzeby jednocześnie intensywnie opróżniać magazynu.

Kiedy mija czas od posiłku, stężenie insuliny zwykle spada.

Zmienia się wtedy środowisko hormonalne i łatwiej uruchamiać zgromadzone zapasy.

W określonych sytuacjach ważne stają się również katecholaminy, takie jak adrenalina i noradrenalina.

To hormony i neuroprzekaźniki, których sygnały mogą między innymi zwiększać mobilizację kwasów tłuszczowych.

Szczególnie łatwo zobaczyć sens tego mechanizmu podczas aktywności fizycznej.

Mięśnie zaczynają potrzebować więcej energii.

Zapotrzebowanie rośnie.

System otrzymuje informację:

„Potrzebujemy więcej paliwa.”

Tkanka tłuszczowa może zwiększyć jego dostarczanie.

────────── Ω ──────────

Kwasy tłuszczowe opuszczają adipocyt

Po rozłożeniu trójglicerydu otrzymujemy dwa rodzaje produktów:

glicerol

oraz

kwasy tłuszczowe.

I teraz ich drogi się rozchodzą.

Glicerol może trafić z krwią między innymi do wątroby.

Pamiętasz glukoneogenezę z poprzedniego podrozdziału?

Wątroba może wykorzystać glicerol jako jeden z surowców do produkcji glukozy.

W ten sposób energia zgromadzona wcześniej w tkance tłuszczowej zaczyna łączyć się z systemem utrzymywania glukozy we krwi.

Kwasy tłuszczowe mają inną drogę.

Mogą opuścić adipocyt i dostać się do krwi.

Ale tutaj pojawia się problem.

Krew składa się w dużej mierze z wody.

A kwasy tłuszczowe nie podróżują w takim środowisku swobodnie w dużych ilościach.

Potrzebują więc transportera.

────────── Ω ──────────

Albumina — ciężarówka dla kwasów tłuszczowych

We krwi znajduje się bardzo ważne białko:

albumina.

Możemy potraktować ją jak ciężarówkę transportową.

Uwolnione kwasy tłuszczowe przyłączają się do albuminy i w takiej postaci mogą być przenoszone wraz z krwią do różnych tkanek.

Na przykład do pracujących mięśni.

Magazyn został więc otwarty.

Paczki zostały rozpakowane.

Towar trafił na ciężarówki.

Ciężarówki wyjechały na drogę.

Czy teraz możemy powiedzieć:

„Spaliliśmy tłuszcz”?

Jeszcze nie.

Na razie wykonaliśmy dopiero dwa etapy:

1. Uwolniliśmy kwasy tłuszczowe z adipocytu.

2. Przetransportowaliśmy je do miejsca, w którym mogą zostać wykorzystane.

Prawdziwe wykorzystanie energii dopiero przed nami.

────────── Ω ──────────

Ciężarówka dojechała do fabryki

Załóżmy, że kwas tłuszczowy związany z albuminą dociera do pracującego mięśnia.

Tutaj opuszcza swój transport i może zostać pobrany przez komórkę.

Jesteśmy więc już bardzo blisko.

Mamy paliwo.

Mamy komórkę, która potrzebuje energii.

Ale nadal nie doszło do tego, co potocznie nazywamy „spaleniem”.

Kwas tłuszczowy musi zostać odpowiednio przygotowany.

Następnie jego fragmenty muszą dotrzeć do miejsca, które poznaliśmy już wcześniej w Akademii.

Do naszej elektrowni komórkowej.

Czyli do:

mitochondrium.

Dopiero tam będziemy mogli naprawdę zacząć odzyskiwać energię zawartą w kwasie tłuszczowym.

────────── Ω ──────────

I tutaj pojawia się pułapka

Wyobraźmy sobie jeszcze raz nasz magazyn.

Otworzyliśmy paczki.

Załadowaliśmy towar na ciężarówki.

Ciężarówki dojechały do fabryki.

Ale fabryka w danym momencie nie potrzebuje całego dostarczonego materiału.

Co wtedy?

Towar nie musi zostać spalony tylko dlatego, że opuścił magazyn.

Z kwasami tłuszczowymi może być podobnie.

Jeżeli zostaną uwolnione z adipocytu, ale organizm nie wykorzysta ich jako paliwa, część może zostać ponownie przekształcona w trójglicerydy i zmagazynowana.

Proces ponownego tworzenia trójglicerydów nazywamy reestryfikacją.

Czyli — mówiąc naszym językiem:

część towaru może wrócić do magazynu.

I właśnie dlatego samo zwiększenie lipolizy nie oznacza automatycznie utraty tkanki tłuszczowej.

────────── Ω ──────────

Mobilizacja to nie to samo co spalanie

Teraz możemy wprowadzić bardzo ważne rozróżnienie.

Kiedy uwalniamy kwasy tłuszczowe z adipocytów, mówimy o ich mobilizacji.

Mobilizacja oznacza:

udostępnienie zgromadzonego paliwa do wykorzystania.

Kiedy kwasy tłuszczowe zostaną następnie rzeczywiście wykorzystane do pozyskania energii, mówimy o ich utlenianiu.

Utlenianie kwasów tłuszczowych to właśnie proces znacznie bliższy temu, co w codziennym języku nazywamy:

„spalaniem tłuszczu”.

Mamy więc trzy różne etapy:

MAGAZYN → MOBILIZACJA → TRANSPORT → WYKORZYSTANIE

I dopiero ostatni z nich oznacza, że energia zawarta w kwasach tłuszczowych rzeczywiście zaczyna być odzyskiwana przez komórkę.

────────── Ω ──────────

To zmienia znaczenie słów „spalam tłuszcz”

Od tej chwili, kiedy usłyszysz:

„to uruchamia spalanie tłuszczu”

warto zadać dodatkowe pytanie:

Co dokładnie zostało uruchomione?

Czy wzrosła lipoliza?

Czy więcej kwasów tłuszczowych pojawiło się we krwi?

Czy zostały przetransportowane do mięśni?

Czy rzeczywiście wzrosło ich utlenianie?

A przede wszystkim:

czy w dłuższym czasie organizm zużył więcej tłuszczu, niż ponownie zmagazynował?

Bo dopiero wtedy zaczynamy mówić o rzeczywistym zmniejszaniu zapasów tkanki tłuszczowej.

────────── Ω ──────────

Otworzyliśmy więc największy magazyn.

Rozpakowaliśmy trójglicerydy.

Poznaliśmy lipolizę.

Uwolniliśmy glicerol i kwasy tłuszczowe.

Wsadziliśmy kwasy tłuszczowe na „ciężarówki” z albuminy.

I dowieźliśmy je do komórki.

Ale przed nami najważniejszy etap podróży.

Towar dotarł do fabryki. Teraz trzeba zamienić go w energię.

W następnym podrozdziale wejdziemy więc do mitochondrium.

I zobaczymy, co naprawdę dzieje się z kwasem tłuszczowym, kiedy organizm rzeczywiście zaczyna go „spalać”.

Towar dotarł do fabryki — jak naprawdę „spalamy” tłuszcz?

Dotarliśmy do kolejnego etapu naszej podróży.

W poprzednim podrozdziale otworzyliśmy magazyn.

Trójglicerydy zostały rozłożone.

Kwasy tłuszczowe opuściły adipocyt.

Przyłączyły się do albuminy i wraz z krwią dotarły do tkanek, które mogą wykorzystać je jako paliwo.

Nasza ciężarówka dojechała więc do fabryki.

Ale samo dostarczenie surowca pod bramę fabryki nie oznacza jeszcze, że cokolwiek zostało z niego wyprodukowane.

Kwas tłuszczowy musi dostać się do komórki.

Zostać odpowiednio przygotowany.

Dotrzeć do mitochondrium.

A następnie przejść serię reakcji, dzięki którym energia ukryta w jego wiązaniach chemicznych może zostać wykorzystana do produkcji ATP.

Dopiero teraz naprawdę zbliżamy się do tego, co potocznie nazywamy:

„spalaniem tłuszczu”.

────────── Ω ──────────

Najpierw wejdźmy do fabryki

Wyobraźmy sobie pracujący mięsień.

Do jego okolicy dociera krew.

A wraz z nią kwasy tłuszczowe transportowane wcześniej z tkanki tłuszczowej.

Kwas tłuszczowy musi teraz dostać się do komórki mięśniowej.

Nie będziemy tutaj wchodzić we wszystkie białka transportujące i szczegóły błony komórkowej.

Dla naszej historii najważniejsze jest to, że:

kwas tłuszczowy opuszcza krew i trafia do wnętrza komórki, która może wykorzystać go jako paliwo.

Czyli ciężarówka dojechała.

Towar został rozładowany.

Ale fabryka jeszcze go nie przerobiła.

────────── Ω ──────────

Towar dostaje etykietę: „gotowy do wykorzystania”

Zanim kwas tłuszczowy zostanie wykorzystany do produkcji energii, komórka musi go najpierw aktywować.

To słowo może brzmieć tajemniczo, ale oznacza po prostu chemiczne przygotowanie kwasu tłuszczowego do dalszych reakcji.

Kwas tłuszczowy zostaje połączony z cząsteczką zwaną koenzymem A.

Powstaje:

acylo-CoA.

Nie musimy zapamiętywać tej nazwy.

Wystarczy wyobrazić sobie, że surowiec, który właśnie przyjechał do fabryki, otrzymuje odpowiednią etykietę:

„przyjęto — gotowy do dalszego przetwarzania”.

Tylko że teraz pojawia się kolejny problem.

Najważniejsza część naszej fabryki znajduje się za następną bramą.

────────── Ω ──────────

Wchodzimy do mitochondrium

Mitochondria spotykaliśmy już wcześniej w Akademii.

Przypomnijmy jednak, czym są.

Mitochondria to struktury znajdujące się wewnątrz naszych komórek, w których zachodzi znaczna część procesów prowadzących do wytwarzania ATP.

Dlatego często nazywa się je:

„elektrowniami komórkowymi”.

To dobre porównanie, ale tym razem możemy być jeszcze dokładniejsi.

W naszej historii mitochondrium jest halą produkcyjną, do której dostarczamy paliwo.

I właśnie tam chcemy teraz skierować kwas tłuszczowy.

Tyle że nie każdy kwas tłuszczowy może po prostu przejść przez wewnętrzną błonę mitochondrium.

W szczególności długołańcuchowe kwasy tłuszczowe potrzebują specjalnego systemu transportowego.

Możemy wyobrazić go sobie jak bramkę przepustową prowadzącą do hali produkcyjnej.

Jednym z najważniejszych elementów tego systemu jest karnityna.

────────── Ω ──────────

Karnityna nie „spala tłuszczu”

Warto zatrzymać się tutaj na chwilę, ponieważ karnityna jest słowem często spotykanym w reklamach produktów związanych z odchudzaniem.

Można więc odnieść wrażenie, że karnityna jest substancją, która po prostu:

„spala tłuszcz”.

Nie.

Jej rzeczywista rola jest znacznie bardziej konkretna.

W przypadku długołańcuchowych kwasów tłuszczowych karnityna uczestniczy w systemie, który umożliwia przeniesienie ich reszt do wnętrza mitochondrium.

Możemy potraktować ją jak element przepustki transportowej.

Towar jest gotowy.

Fabryka czeka.

Ale żeby dostać się przez bramę, potrzebny jest odpowiedni system transportu.

To bardzo ważna różnica.

Pomoc w transporcie paliwa do mitochondrium nie oznacza automatycznie zwiększenia utraty tkanki tłuszczowej.

Organizm musi jeszcze tego paliwa rzeczywiście potrzebować i wykorzystać je w dalszych reakcjach.

────────── Ω ──────────

Paczka trafia na linię produkcyjną

Kwas tłuszczowy znalazł się już tam, gdzie chcieliśmy go doprowadzić.

W mitochondrium.

Teraz rozpoczyna się proces nazywany:

beta-oksydacją.

To jedno z najważniejszych nowych pojęć tego odcinka.

Beta-oksydacja to proces, w którym kwas tłuszczowy jest stopniowo rozkładany na mniejsze fragmenty, a jego energia chemiczna zostaje przechwycona w formach, które komórka może dalej wykorzystać.

Wyobraź sobie długi łańcuch.

Zamiast próbować wykorzystać go w całości, maszyna stopniowo odcina od niego kolejne fragmenty.

Krok.

Po kroku.

Po kroku.

Z długiego kwasu tłuszczowego powstają między innymi kolejne cząsteczki:

acetylo-CoA.

Znów — nazwa jest mniej ważna niż sama idea.

Duży surowiec został pocięty na mniejsze jednostki, które mogą wejść do kolejnego etapu produkcji energii.

────────── Ω ──────────

Ale beta-oksydacja to jeszcze nie cała elektrownia

Tutaj łatwo popełnić kolejny skrót myślowy.

Można powiedzieć:

„Beta-oksydacja spala tłuszcz i robi ATP.”

To jednak nadal zbyt duże uproszczenie.

Beta-oksydacja przygotowuje kolejne fragmenty kwasu tłuszczowego i wytwarza również przenośniki energii.

Następnie produkty te trafiają do kolejnych procesów mitochondrialnych.

Acetylo-CoA może wejść do cyklu kwasu cytrynowego, nazywanego również cyklem Krebsa.

Cykl Krebsa to seria reakcji, podczas których energia zawarta w dostarczonych cząsteczkach jest dalej przechwytywana.

A następnie elektrony przenoszące tę energię trafiają do kolejnego niezwykłego systemu:

łańcucha oddechowego.

Nie będziemy zamieniać Akademii w podręcznik biochemii.

Dlatego zamiast zapamiętywać kilkanaście reakcji, zachowajmy obraz fabryki.

Beta-oksydacja — rozcina długi surowiec na mniejsze fragmenty.

Cykl Krebsa — dalej odzyskuje z nich energię.

Łańcuch oddechowy — wykorzystuje przechwyconą energię do stworzenia warunków umożliwiających produkcję dużej części ATP.

I właśnie ATP jest tym, na czym zależało nam od początku.

────────── Ω ──────────

ATP — waluta, którą potrafi wydać komórka

Energia zawarta w kwasie tłuszczowym nie może bezpośrednio poruszyć naszej ręki.

Nie może sama utrzymać pracy serca.

Nie może zasilić pompy jonowej w błonie komórkowej.

Organizm musi przekształcić energię chemiczną paliwa do formy, którą komórka potrafi wykorzystać.

Jedną z najważniejszych takich form jest:

ATP — adenozynotrifosforan.

Możemy potraktować ATP jak uniwersalną walutę energetyczną komórki.

Mamy w magazynie ogromny majątek.

Ale majątek przechowywany jest w postaci, której nie możemy bezpośrednio wydać.

Fabryka metaboliczna musi go najpierw zamienić na walutę akceptowaną przez komórkę.

Tą walutą jest właśnie ATP.

Mięsień może wykorzystać ATP do skurczu.

Komórki używają go do transportu substancji.

Do syntezy nowych cząsteczek.

Do utrzymywania różnic stężeń jonów.

Do ogromnej liczby procesów niezbędnych do życia.

Dopiero teraz energia, którą kiedyś odłożyliśmy w adipocycie, naprawdę wraca do pracy.

────────── Ω ──────────

A gdzie podział się sam tłuszcz?

To pytanie jest znacznie ciekawsze, niż może się wydawać.

Jeżeli naprawdę wykorzystujemy kwasy tłuszczowe jako paliwo, to co się z nimi ostatecznie dzieje?

Przecież materia nie może po prostu zniknąć.

W trakcie ich pełnego utleniania atomy węgla znajdujące się wcześniej w kwasie tłuszczowym ostatecznie trafiają w dużej mierze do:

dwutlenku węgla — CO₂.

A wodór i elektrony uczestniczą w procesach, których jednym z końcowych produktów jest:

woda — H₂O.

I teraz dochodzimy do czegoś, co dla wielu osób jest naprawdę zaskakujące.

Kiedy tracimy zapasy tłuszczu, znaczna część jego masy ostatecznie opuszcza nasze ciało przez płuca w postaci dwutlenku węgla.

Oddychamy.

CO₂ trafia z krwi do płuc.

I podczas wydechu opuszcza organizm.

Część materii opuszcza organizm również jako woda — między innymi z moczem, potem czy wydychanym powietrzem.

Czyli potoczne:

„spaliłem tłuszcz”

nie oznacza, że tłuszcz zamienił się w jakąś niewidzialną energię i zniknął.

Jego atomy zostały przekształcone i usunięte z organizmu przede wszystkim jako CO₂ i woda, a część uwolnionej energii została wykorzystana przez komórkę, zaś część rozproszyła się w postaci ciepła.

────────── Ω ──────────

I tutaj zamykamy całą drogę jednej paczki energii

Przypomnijmy sobie drogę, którą przeszliśmy.

Kiedyś zjedliśmy posiłek.

Energia napłynęła.

Część została wykorzystana.

Nadwyżkę zmagazynowaliśmy.

Powstały trójglicerydy.

Trafiły do adipocytu.

Minął czas.

Organizm ponownie potrzebował energii.

Uruchomiliśmy lipolizę.

Trójgliceryd został rozpakowany.

Kwasy tłuszczowe opuściły adipocyt.

Albumina pomogła przetransportować je z krwią.

Kwas tłuszczowy dotarł do komórki.

Został przygotowany.

Dotarł do mitochondrium.

Przeszedł beta-oksydację.

Jego produkty weszły do kolejnych etapów oddychania komórkowego.

Powstało ATP.

A atomy węgla, które wcześniej znajdowały się w naszym zapasie tłuszczu, mogły ostatecznie opuścić organizm jako CO₂.

Magazynowana energia została wykorzystana.

Teraz rzeczywiście możemy powiedzieć:

część tłuszczu została utleniona.

────────── Ω ──────────

Ale czy to oznacza, że właśnie schudliśmy?

I tutaj czeka nas ostatnia pułapka.

Możemy w ciągu dnia utleniać kwasy tłuszczowe.

Możemy podczas spaceru, treningu czy między posiłkami zwiększać udział tłuszczu jako paliwa.

A kilka godzin później zjeść posiłek i ponownie część energii zmagazynować.

Organizm cały czas wykonuje ruch w obie strony.

Magazynujemy.

Uwalniamy.

Utleniamy.

Ponownie magazynujemy.

Dlatego samo stwierdzenie:

„w tej chwili spalam więcej tłuszczu”

nie odpowiada jeszcze na pytanie:

„czy tracę tkankę tłuszczową?”

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przestać patrzeć na jedną godzinę.

Musimy spojrzeć na bilans w czasie.

I właśnie wtedy dojdziemy do jednego z najważniejszych pojęć całego odcinka:

bilansu tłuszczowego i bilansu energetycznego.

Bo ostatecznie nie wystarczy otworzyć magazynu.

Nie wystarczy wysłać ciężarówek.

Nie wystarczy nawet uruchomić fabryki.

Jeżeli chcemy zmniejszyć zapasy, w odpowiednio długim czasie z magazynu musi zostać wykorzystane więcej energii, niż ponownie do niego odłożymy.

Bilans w czasie — dlaczego „spalanie tłuszczu” nie zawsze oznacza chudnięcie?

Dotarliśmy do momentu, w którym możemy połączyć wszystkie elementy naszej układanki.

Wiemy już, jak energia trafia do organizmu.

Wiemy, jak jest magazynowana.

Wiemy, czym jest glikogen.

Otworzyliśmy adipocyt.

Poznaliśmy lipolizę.

Wysłaliśmy kwasy tłuszczowe z albuminą do tkanek.

Weszliśmy do mitochondrium.

Przeszliśmy przez beta-oksydację.

I zobaczyliśmy, jak energia zawarta wcześniej w kwasie tłuszczowym może zostać wykorzystana do produkcji ATP.

Mogłoby się więc wydawać, że znamy już odpowiedź na pytanie:

Kiedy człowiek chudnie?

Skoro organizm utlenia kwasy tłuszczowe, powinno ubywać tkanki tłuszczowej.

Tylko że to nadal nie jest cała historia.

Bo metabolizm nie jest fotografią.

Metabolizm jest filmem.

────────── Ω ──────────

Jedno zdjęcie może powiedzieć prawdę — i jednocześnie wprowadzić nas w błąd

Wyobraź sobie, że zatrzymujemy film przedstawiający cały dzień naszego organizmu dokładnie o godzinie 7:00 rano.

Od kilkunastu godzin nie jedliśmy.

Insulina jest stosunkowo niska.

Trwa lipoliza.

Kwasy tłuszczowe opuszczają adipocyty.

Część z nich trafia do mitochondriów i jest utleniana.

Robimy zdjęcie.

I podpisujemy:

„Organizm spala tłuszcz.”

To może być prawda.

Ale teraz uruchommy film ponownie.

O godzinie 8:00 jemy śniadanie.

Napływają składniki odżywcze.

Zmieniają się sygnały hormonalne.

Część energii wykorzystujemy na bieżąco.

Część może zostać zmagazynowana.

Mija kilka godzin.

Znowu zaczynamy w większym stopniu korzystać z własnych zapasów.

Potem przychodzi obiad.

Ponownie magazynujemy.

Idziemy na spacer.

Znowu zmieniają się proporcje wykorzystywanych paliw.

Jemy kolację.

Idziemy spać.

W nocy ponownie coraz większego znaczenia nabierają zapasy.

Przez jedną dobę strzałki mogą więc wielokrotnie zmieniać kierunek.

MAGAZYN → ORGANIZM

a później:

ORGANIZM → MAGAZYN

I znowu w drugą stronę.

Dlatego jedno zdjęcie z całego filmu nie odpowiada jeszcze na pytanie:

czy pod koniec dnia w magazynie zostało mniej energii niż na początku?

────────── Ω ──────────

Wróćmy do naszego domu z panelami słonecznymi

Mamy już analogię, która świetnie pozwala to zobaczyć.

Dom posiada panele słoneczne, akumulator oraz większy magazyn energii.

Rano zaczyna świecić słońce.

Panele produkują prąd.

Część energii zużywamy na bieżąco.

Jeżeli produkcja przewyższa aktualne zapotrzebowanie, możemy ładować magazyny.

Później nadchodzą chmury.

Produkcja spada.

Zaczynamy pobierać energię z akumulatora.

Po godzinie wychodzi słońce.

Znowu go ładujemy.

Wieczorem słońce zachodzi.

Ponownie korzystamy ze zgromadzonej energii.

Gdybyśmy spojrzeli na system dokładnie o godzinie 22:00, moglibyśmy powiedzieć:

„Akumulator właśnie się rozładowuje.”

To prawda.

Ale czy oznacza to, że dzisiaj zużyliśmy z magazynu więcej energii, niż do niego włożyliśmy?

Nie wiemy.

Musimy porównać stan magazynu w odpowiednio długim czasie.

Jeżeli rano było w nim 100 jednostek energii, w ciągu dnia dołożyliśmy 30, a wykorzystaliśmy 40, wieczorem zostanie 90.

Magazyn się zmniejszył.

Jeżeli dołożyliśmy 50, a wykorzystaliśmy 40, zostanie 110.

Magazyn się zwiększył.

I zauważmy coś bardzo ważnego:

w obu przypadkach przez część dnia akumulator był rozładowywany.

Dokładnie dlatego samo stwierdzenie:

„w tej chwili spalam tłuszcz”

nie mówi jeszcze, czy zapasy tkanki tłuszczowej rzeczywiście się zmniejszają.

────────── Ω ──────────

„Jestem na czczo, więc spalam tłuszcz”

To zdanie bardzo często pojawia się w rozmowach o odchudzaniu.

I nie jest całkowicie błędne.

Po dłuższym czasie od ostatniego posiłku zmieniają się warunki hormonalne i organizm może w większym stopniu korzystać z kwasów tłuszczowych jako paliwa.

Ale teraz już wiemy, że trzeba zadać drugie pytanie:

co wydarzy się przez pozostałą część dnia?

Możemy rano przez kilka godzin intensywniej mobilizować i utleniać kwasy tłuszczowe.

A później dostarczyć więcej energii, niż organizm wykorzysta w całej dobie.

Część energii zostanie ponownie zmagazynowana.

Poranne „spalanie tłuszczu” rzeczywiście miało miejsce.

Ale fotografia nie powiedziała nam, jak zakończył się cały film.

────────── Ω ──────────

„Na tym treningu spaliłem tłuszcz”

Tutaj sytuacja jest podobna.

Podczas aktywności fizycznej mięśnie potrzebują więcej ATP.

Zmienia się wykorzystanie dostępnych paliw.

W zależności między innymi od intensywności, czasu trwania wysiłku, wytrenowania i dostępności substratów energetycznych zmieniają się również proporcje wykorzystania węglowodanów i tłuszczów.

Możemy więc podczas treningu rzeczywiście utleniać kwasy tłuszczowe.

Ale organizm nie kończy swojego bilansu w chwili, kiedy schodzimy z bieżni albo odkładamy rower.

Film trwa dalej.

Po treningu jemy.

Odpoczywamy.

Śpimy.

Następnego dnia ponownie magazynujemy i wykorzystujemy energię.

Dlatego informacja:

„podczas treningu większa część energii pochodziła z tłuszczu”

nie jest tym samym co:

„ten trening spowodował utratę określonej ilości tkanki tłuszczowej”.

To dwa różne pytania.

────────── Ω ──────────

A skoro spada insulina, to zaczynamy chudnąć?

To kolejny skrót, który możemy teraz uporządkować.

Wiemy już, że insulina jest jednym z ważnych sygnałów sprzyjających magazynowaniu energii i hamujących lipolizę w tkance tłuszczowej.

Kiedy jej stężenie spada, warunki do mobilizowania kwasów tłuszczowych stają się korzystniejsze.

Ale przypomnijmy najważniejsze zdanie poprzedniego podrozdziału:

mobilizacja nie jest tym samym co utlenianie.

A teraz możemy dodać jeszcze jedno:

utlenianie tłuszczu w danej chwili nie jest tym samym co utrata tkanki tłuszczowej w dłuższym czasie.

Spadek insuliny może więc pomóc otworzyć drzwi magazynu.

Nie mówi nam jednak jeszcze, jaki będzie stan magazynu jutro, za tydzień czy za miesiąc.

────────── Ω ──────────

Liczy się bilans

I tutaj dochodzimy do pojęcia, którego nie da się ominąć.

Bilans energetyczny.

Brzmi bardzo księgowo.

I właściwie trochę taki jest.

Bilans energetyczny to różnica pomiędzy energią, którą organizm otrzymuje, a energią, którą w określonym czasie wykorzystuje.

Jeżeli przez odpowiednio długi czas dostarczamy mniej energii, niż organizm zużywa, powstaje:

ujemny bilans energetyczny.

Brakująca energia musi skądś pochodzić.

Organizm zaczyna pokrywać tę różnicę z własnych zasobów.

Jednym z największych z nich jest właśnie tkanka tłuszczowa.

Jeżeli natomiast przez dłuższy czas dostarczamy więcej energii, niż wykorzystujemy, nadwyżka może zwiększać nasze zapasy.

Ale jest tutaj bardzo ważne zastrzeżenie.

Nie oznacza to, że organizm jest prostym kalkulatorem kalorii.

────────── Ω ──────────

Bilans jest prawem fizyki. Ale organizm nie jest kalkulatorem

Można byłoby teraz powiedzieć:

„No dobrze. Czyli wystarczy policzyć kalorie i wszystko wiemy.”

Nie.

Bilansu energetycznego nie da się ominąć, ale obie jego strony są biologicznie regulowane.

To, ile energii przyjmujemy, zależy między innymi od apetytu, sytości, rodzaju jedzenia i zachowań żywieniowych.

To, ile energii wydatkujemy, również nie jest stałą liczbą wyrytą w kamieniu.

Organizm zużywa energię na podstawowe funkcje życiowe.

Na ruch.

Na trawienie i przetwarzanie pokarmu.

Na utrzymywanie temperatury.

Na pracę narządów.

A kiedy przez dłuższy czas zmieniamy ilość dostarczanej energii albo masę ciała, organizm może częściowo dostosowywać swój wydatek energetyczny.

Dlatego człowiek nie jest piecem, do którego wrzucamy dokładnie określoną liczbę kalorii i otrzymujemy zawsze identyczny wynik.

Prawa fizyki obowiązują. Ale zarządza nimi żywa biologia.

────────── Ω ──────────

Jest jeszcze bilans tłuszczowy

Możemy spojrzeć na sprawę jeszcze dokładniej.

W ciągu dnia część tłuszczu magazynujemy.

Część uwalniamy.

Część utleniamy.

Część uwolnionych kwasów tłuszczowych ponownie estryfikujemy i odkładamy.

Możemy więc zadać bardzo proste pytanie:

czy w określonym czasie więcej tłuszczu zostało zmagazynowane, czy więcej zostało rzeczywiście wykorzystane?

To możemy potraktować jako bilans tłuszczowy.

Jeżeli przez odpowiednio długi czas więcej tłuszczu odkładamy niż utleniamy, jego zapasy rosną.

Jeżeli więcej wykorzystujemy niż odkładamy, zapasy mogą się zmniejszać.

Ale znowu:

nie oceniajmy tego na podstawie jednej godziny.

Liczy się wynik filmu, a nie pojedyncza klatka.

────────── Ω ──────────

Dlatego „strefa spalania tłuszczu” może być myląca

Na bieżniach, zegarkach sportowych i w aplikacjach możemy spotkać określenie:

„fat burning zone” — strefa spalania tłuszczu.

Nazwa może sugerować, że istnieje specjalny zakres wysiłku, w którym tkanka tłuszczowa po prostu znika.

W rzeczywistości chodzi przede wszystkim o udział poszczególnych paliw w produkcji energii podczas danego wysiłku.

Przy pewnej intensywności większa część wykorzystywanej energii może pochodzić z tłuszczu.

Przy wyższej intensywności może wzrosnąć udział węglowodanów.

Ale to nadal opisuje konkretny fragment filmu.

Nie mówi automatycznie, jaki będzie całkowity bilans energetyczny i tłuszczowy człowieka w ciągu dnia, tygodnia czy miesiąca.

I właśnie dlatego nie powinniśmy mylić:

procentu energii pochodzącej z tłuszczu podczas wysiłku

z

utratą tkanki tłuszczowej.

────────── Ω ──────────

Najważniejsze pytanie brzmi inaczej

Przez lata pytaliśmy:

„Jak włączyć spalanie tłuszczu?”

Teraz wiemy już, że organizm praktycznie cały czas przełącza proporcje pomiędzy różnymi paliwami.

Lipoliza zachodzi.

Kwasy tłuszczowe są transportowane.

Część jest utleniana.

Część wraca do magazynu.

Po posiłku więcej odkładamy.

Między posiłkami więcej uwalniamy.

Podczas ruchu sytuacja znowu się zmienia.

Nie potrzebujemy więc magicznego przycisku:

„SPALANIE TŁUSZCZU — START”.

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi:

co dzieje się z naszym magazynem w odpowiednio długim czasie?

────────── Ω ──────────

Nie fotografia. Film.

I to jest najważniejsza myśl tego podrozdziału.

Możesz rano utleniać tłuszcz.

Możesz po południu go magazynować.

Możesz podczas spaceru ponownie zwiększyć jego wykorzystanie.

Możesz po kolacji część energii znowu odłożyć.

Każde z tych zdań może być prawdziwe.

Ale żadne z nich samo nie mówi jeszcze, czy ilość tkanki tłuszczowej się zmniejsza.

Dlatego zamiast patrzeć na pojedynczą klatkę:

patrzmy na cały film.

Bo jeżeli chcemy zmniejszyć zapasy tkanki tłuszczowej, w odpowiednio długim czasie musi wydarzyć się jedna podstawowa rzecz:

z magazynu musi zostać wykorzystane więcej energii, niż ponownie do niego odłożymy.

I dopiero teraz możemy spojrzeć wstecz na cały Odcinek 7.

Zaczęliśmy od jednej komórki tłuszczowej.

A skończyliśmy na całym systemie zarządzania energią.

Czas zebrać wszystkie elementy naszej układanki w całość.

Podsumowanie Odcinka 7

Od magazynu energii do jej wykorzystania

Zaczęliśmy ten odcinek od czegoś, co każdy z nas zna.

Tkanki tłuszczowej.

Ale zamiast patrzeć na nią jak na niechciany balast, spojrzeliśmy na nią tak, jak patrzy na nią nasz organizm.

Jak na żywą, aktywną tkankę i ogromny magazyn energii.

Poznaliśmy adipocyt — komórkę tłuszczową.

Zobaczyliśmy, że potrafi zwiększać swoją objętość, kiedy gromadzi coraz więcej trójglicerydów.

Dowiedzieliśmy się, czym jest hipertrofia, czyli powiększanie istniejących adipocytów, oraz adipogeneza i hiperplazja, dzięki którym może zwiększać się również liczba komórek tłuszczowych.

Ale szybko okazało się, że sama ilość tłuszczu nie opowiada całej historii.

Liczy się również miejsce jego przechowywania, kondycja tkanki tłuszczowej i jej zdolność do bezpiecznego przyjmowania nadwyżek energii.

────────── Ω ──────────

Potem odwróciliśmy wszystkie strzałki

W poprzednim odcinku obserwowaliśmy przede wszystkim:

jedzenie → wykorzystanie → magazynowanie.

W tym odcinku zrobiliśmy coś odwrotnego.

Zapytaliśmy:

co dzieje się, kiedy dopływ energii z ostatniego posiłku zaczyna maleć?

Pomógł nam w tym dom z panelami słonecznymi.

Kiedy świeci słońce, korzystamy przede wszystkim z energii, która właśnie napływa.

Kiedy produkcja zaczyna maleć, dom nie przestaje działać.

Zmienia źródło energii.

Podobnie działa organizm.

Pomiędzy posiłkami coraz większego znaczenia nabierają własne zapasy.

Najpierw poznaliśmy nasz podręczny akumulator — glikogen.

Dowiedzieliśmy się, czym jest glikogenoliza, czyli rozkład glikogenu.

Poznaliśmy również glukoneogenezę — zdolność organizmu do wytwarzania glukozy z innych dostępnych surowców.

I zobaczyliśmy coś bardzo ważnego:

metabolizm nie posiada prostego przełącznika GLUKOZA OFF → TŁUSZCZ ON.

Różne paliwa mogą być wykorzystywane jednocześnie.

Zmieniają się przede wszystkim ich proporcje.

────────── Ω ──────────

Następnie otworzyliśmy największy magazyn

Wróciliśmy do adipocytu.

Do ogromnej kropli lipidowej wypełnionej trójglicerydami.

I rozpoczęliśmy lipolizę.

Trójglicerydy zostały rozłożone.

Uwolniliśmy glicerol i kwasy tłuszczowe.

Kwasy tłuszczowe opuściły adipocyt i wraz z albuminą ruszyły z krwią do tkanek.

I właśnie wtedy odkryliśmy jedną z najważniejszych rzeczy tego odcinka:

uwolnić tłuszcz nie oznacza jeszcze go spalić.

Możemy otworzyć magazyn.

Możemy wyjąć z niego towar.

Możemy załadować go na ciężarówkę.

Ale dopóki fabryka go nie wykorzysta, nie możemy powiedzieć, że został zużyty.

Co więcej — część uwolnionych kwasów tłuszczowych może zostać ponownie przekształcona w trójglicerydy.

Czyli:

towar może wrócić do magazynu.

────────── Ω ──────────

Dlatego pojechaliśmy za ciężarówką

Kwasy tłuszczowe dotarły do komórek.

A następnie do miejsca, w którym naprawdę można odzyskać zawartą w nich energię:

mitochondrium.

Tam poznaliśmy beta-oksydację.

Długi kwas tłuszczowy zaczął być stopniowo rozkładany.

Powstawał acetylo-CoA.

Jego produkty trafiały do kolejnych etapów oddychania komórkowego.

A energia mogła zostać wykorzystana do produkcji:

ATP — uniwersalnej waluty energetycznej komórki.

Dopiero tutaj znaleźliśmy proces znacznie bliższy temu, co w codziennym języku nazywamy:

„spalaniem tłuszczu”.

I dowiedzieliśmy się jeszcze czegoś niezwykłego.

Tłuszcz nie znika.

Atomy, z których był zbudowany, opuszczają organizm po przekształceniu w produkty jego utleniania.

Duża część węgla trafia do CO₂, który wydychamy przez płuca, a powstaje również woda.

To, co kiedyś było fragmentem naszej tkanki tłuszczowej, może więc ostatecznie opuścić organizm wraz z wydechem.

────────── Ω ──────────

Ale nawet wtedy nie mogliśmy jeszcze powiedzieć: „schudliśmy”

I właśnie dlatego ostatnim elementem naszej układanki był:

czas.

Organizm cały czas wykonuje ruch w obie strony.

Magazynuje.

Uwalnia.

Utlenia.

Ponownie magazynuje.

Po posiłku sytuacja wygląda inaczej.

Między posiłkami inaczej.

Podczas aktywności fizycznej jeszcze inaczej.

W czasie snu ponownie się zmienia.

Dlatego nauczyliśmy się jednej zasady, która pozwala uporządkować ogromną część zamieszania wokół „spalania tłuszczu”:

metabolizm nie jest fotografią. Metabolizm jest filmem.

Możemy zrobić zdjęcie podczas treningu i zobaczyć intensywne wykorzystanie kwasów tłuszczowych.

Możemy zrobić zdjęcie rano na czczo i zobaczyć lipolizę.

Możemy zobaczyć niską insulinę.

Wszystkie te fotografie mogą być prawdziwe.

Ale żadna z nich sama nie mówi nam, co stało się z magazynem w dłuższym czasie.

────────── Ω ──────────

Cały Odcinek 7 możemy więc zamknąć jednym ciągiem

POSIŁEK

ENERGIA DOSTĘPNA NA BIEŻĄCO

MAGAZYNOWANIE NADWYŻKI

GLIKOGEN + TKANKA TŁUSZCZOWA

SPADEK DOPŁYWU ENERGII Z POSIŁKU

ZMIANA SYGNAŁÓW METABOLICZNYCH

GLIKOGENOLIZA + GLUKONEOGENEZA + LIPOLIZA

UWOLNIENIE KWASÓW TŁUSZCZOWYCH

TRANSPORT Z ALBUMINĄ

KOMÓRKA

MITOCHONDRIUM

BETA-OKSYDACJA I DALSZE ETAPY ODDYCHANIA KOMÓRKOWEGO

ATP + CO₂ + H₂O

To nie jest jeden przycisk.

To system zarządzania energią.

────────── Ω ──────────

I właśnie tutaj zmienia się nasze pytanie

Nie pytamy już:

„Jak włączyć spalanie tłuszczu?”

Bo wiemy, że lipoliza, transport i utlenianie kwasów tłuszczowych są naturalnymi elementami naszego metabolizmu.

Nie pytamy również:

„Po ilu godzinach organizm zaczyna spalać tłuszcz?”

Bo wiemy, że nie istnieje jedna magiczna godzina przełączenia paliwa.

I nie pytamy:

„Czy podczas tego treningu spalałem tłuszcz?”

Bo to nadal tylko jedna klatka filmu.

Pytamy:

„Co dzieje się z moimi magazynami energii w czasie?”

 

I jeżeli z całego Odcinka 7 mielibyśmy zapamiętać tylko jedną rzecz, niech będzie nią ta:

Tkanka tłuszczowa nie jest naszym wrogiem. Jest magazynem energii, który musi potrafić zarówno przyjmować zapasy, jak i je oddawać.

A jeżeli chcemy, aby zapasy tego magazynu się zmniejszyły, w odpowiednio długim czasie musimy wykorzystać z niego więcej energii, niż ponownie do niego odłożymy.

To jest różnica między:

uwolnieniem tłuszczu,

wykorzystaniem tłuszczu

a

rzeczywistą utratą tkanki tłuszczowej.

I na tym zamykamy siódmy element naszej układanki.

🧩 07/10

Ale zostały jeszcze trzy.

A skoro nauczyliśmy się już, jak organizm magazynuje energię i jak potrafi ją odzyskać, możemy zadać kolejne pytanie:

dlaczego czasami, mimo że człowiek próbuje jeść mniej i wykorzystać swoje zapasy, organizm zaczyna się temu przeciwstawiać?

To będzie następny element naszej Omegowej Rewolucji.

 


Dyskusja (0)

Rozmowa zaczyna się od Ciebie.

Bądź pierwszy, który zostawi szept.

Odcinek 6  |  Od glukozy i fruktozy do tkanki tłuszczowej – jak organizm magazynuje nadmiar energii?
Czytaj dalej

Powiązane artykuły

Akademia Omegowej Rewolucji

Odcinek 6 | Od glukozy i fruktozy do tkanki tłuszczowej – jak organizm magazynuje nadmiar energii?

Akademia Omegowej Rewolucji

Odcinek 5 | Metabolizm – silnik czy centrum zarządzania energią?

Akademia Omegowej Rewolucji

Odcinek 4 │ Dlaczego odczuwasz głód, choć organizm ma zapas energii?

Twój Wybór